Demokracja społeczna cz. 25

Wilhelm Belsche stara się wyjaśnić pełne sprzeczności i zbyt pospiesznych sądów stanowisko mężów o wybitnym umyśle i w duszy wolnomyślnych względem społecznej demokracji politycznymi i umysłowymi dziejami ostatnich lat dziesiątków. Nikt nie zaprzeczy, że trudno byłoby wyobrazić sobie dosadniejsze wyjaśnienie rozwoju cywilizacji czysto przyrodzonymi przyczynami, niż to, z którym się spotykamy we współczesnym materialistycznym poglądzie na historię teoretyków społecznej demokracji. Ten pogląd historyczny wykazując krok za krokiem zależność cywilizacji od ekonomicznych warunków prowadzi również w tern, co metody naturalnego rozwoju dotyczę, do tegoż samego czynnika, który Darwin tak znakomicie spożytkował do przymusu zewnętrznych warunków wywołującego przystosowanie się. Walka o byt ma znaczenie również i w świecie ludzkim, tam, gdzie walczy się o umysłowe wartości, o idee i wynalazki. Zwalcza on zarzut, że praktyczne żądania społecznej demokracji sprzeciwiają się arystokratycznym zasadom darwinizmu. Darwin mówił o wyborze najlepiej przystosowanych. Pojęcie przystosowania jest jednakowoż bardzo względne. Gdzież jest teraźniejsza arystokracja? Nie jest nią ani arystokracja rodowa, ani klasy wykształcone. Wykształcenie jest przywilejem pewnych określonych sfer posiadających. Naszej arystokracji umysłowej nie można uważać za istotną arystokrację w znaczeniu Darwina. Nikt nie zdoła dowieść, czy właśnie wśród mas, które wcale w doborze udziału nie biorą, nie znajdują się najdzielniejsze siły umysłowe zdolne przyswoić sobie wykształcenie. Praktyczne dążenia demokracji społecznej zmierzają energicznie do dostarczenia wszystkim środków i możności do kształcenia się, walczą zatem w najściślejszym znaczeniu w imię zasad Darwina. Tym sposobem w czasach zamętu właśnie Darwinistyczna zasada doboru wywalcza sobie przewagę. Społeczna demokracja nie żąda powszechnej „równości” ucywilizowanego człowieka. Żąda ona tylko pewnej równości warunków rozwoju dla wszystkich jednostek, równości mniej więcej tak pojętej, by wszystkie osobniki zaczynały równolegle. Jak daleko ten lub ów z pomiędzy tych równoległych osobników dzięki swemu osobistemu uzdolnieniu zajdzie  – to znowuż rzecz inna i w tym razie prawa Darwina mogą choćby w najsurowszej formie decydować.

Karol Pearson w książce „Społeczna demokracja i darwinizm” próbuje zwalczać argumenty Kidd’a, Spencera i Huxleya zwrócone przeciw społecznej demokracji. Z jego wywodów przytoczę następujące:

Społeczni demokraci nie chcą usunąć walki o byt, o ile ona jest prawem natury; walka o byt może znaczyć tyle, co walka z przyrodą zewnętrzną, z chorobami, walka grupy jednej z drugą lub ras wyższych z niższymi. Żaden z myślących demokratów społecznych nie zechce protestować przeciw spożytkowaniu Ugandy, gdyby w Anglii głód miał panować. Postępowałby jednak jawnie i ze świadomością celu nie wysyłając naprzód misjonarzy i handlowych kompanii. Żaden społeczny demokrata nie uważa zniesienia współzawodnictwa wewnątrz danej grupy za ideał przyszłości. Współzawodnictwo jest jego zdaniem równouprawnione z dziejami wzrostu społecznego, a w dzisiejszej walce wewnątrz danej grupy widzi on nie tyle walkę o byt, co walkę o różny stopień zbytku i wygody. Sądzi on jednak, że ograniczenie tej walki nie więcej się sprzeciwia naturalnemu porządkowi, niż rozwój pierwotnych form instynktu społecznego u zwierząt żyjących w gromadzie, albo też nawet instynktu macierzyńskiego. Postępowi społeczni demokraci naszych czasów przyznają chętnie, że lepsze miejsca, korzystniejsze i wygodniejsze posady zawsze przypadać będą w udziale lepszym i zdolniejszym robotnikom, że tak się dziać musi w interesie społeczeństwa. Pragną oni jednak do pewnego stopnia ograniczyć wynagrodzenie za wrodzoną wyższość i korzyść ze sztucznych nierówności płynącą, pragną zapobiec, aby zwycięstwo zdolniejszych i uprzywilejowanych nie kończyło się tukiem pognębieniem mniej zdolnych lub gorzej uposażonych, które by równowagę społeczną zachwiało, rodząc nędzę. Społeczno-demokratyczni pisarze twierdzą zawsze, że jednym z głównych zadań demokracji społecznej -przez którą rozumieją społeczną własność środków wytwórczości i kontrolę pracy – jest zniesienie walki konkurencyjnej w granicach grupy społecznej; pragną oni na tej drodze zapobiec marnotrawstwu wywołanemu przez wolną konkurencję a siły wytwórcze ogółu tym sposobem swobodniej rozwinąć.